Może na początek się przedstawię: Jestem Vanessa, mam 16 lat i pochodzę z małego, włoskiego miasteczka, leżącego niedaleko Mediolanu. Jak możecie wywnioskować na podstawie mojego imienia - nie jestem stuprocentową włoszką, mam bowiem angielskie korzenie.”
Eh, kogo ja próbuję oszukać.
Raczej nie lubię kłamać, ale ostatnio przychodzi mi to wyjątkowo łatwo. Przykład powyżej:
a) nigdy nie miałam ani nie będę mieć bloga, ponieważ zwyczajnie nie mogę (mam zakaz);
b) nie mam na imię Vanessa, tylko Alice, nad czym bardzo ubolewam;
c) z wiekiem wyjątkowo się zgadza - szesnaście lat ukończyłam nieco ponad dwa tygodnie temu;
d) wcale nie pochodzę z Włoch. Mieszkam w okrutnie upalnej Hiszpanii (wierzcie mi, na dłuższą metę to wiecznie świecące Słońce staje się koszmarem, wiec nie ma czego zazdrościć), z Anglią też nie mam żadnego powiązania. Jeśli już chodzi o moje korzenie, to szwagier kuzyna mojego taty (czyli daleki wujek) był Amerykaninem, nic więcej. Więc skąd moje angielskie imię? Moja rodzina uwielbia wyróżniać się z tłumu, co naprawdę znakomicie jej wychodzi. Mam nadzieję, że takie wyjaśnienie Wam wystarczy, bo szczerze, to sama nie wiem, czemu nazywam się tak, jak się nazywam.
I to chyba już wszystko, jeśli chodzi o wyjaśnienia, które należały Wam się po tym przepełnionym kłamstwami wstępie...
Napisałam “Wam”? To zabawne. Chyba naprawdę mam w sobie skrytą potrzebę założenia bloga, żeby nie musieć dusić tych wszystkich przemyśleń w sobie lub ewentualnie - jak poleciła mi moja mama, co w tym właśnie momencie realizuję - w tym grubym zeszycie w kratkę z szarą okładką, potocznie zwanym pamiętnikiem. Problem w tym, że - jak już wspomniałam - nie mogę. Może to zabrzmi idiotycznie, ale od tego czy to zrobię, czy nie, ważą się losy świata.
Nie, nie jestem chora psychicznie, choć z pewnej perspektywy faktycznie może to tak wyglądać. I nie, nie jestem żadną istotą magiczną, jak Stróż, anioł ciemności, wampir czy inne. Jestem zwyczajnym człowiekiem z krwi i kości.
Z jednym, małym wyjątkiem.
Umiem przemieszczać się w czasie.
I to chyba już wszystko, jeśli chodzi o wyjaśnienia, które należały Wam się po tym przepełnionym kłamstwami wstępie...
Napisałam “Wam”? To zabawne. Chyba naprawdę mam w sobie skrytą potrzebę założenia bloga, żeby nie musieć dusić tych wszystkich przemyśleń w sobie lub ewentualnie - jak poleciła mi moja mama, co w tym właśnie momencie realizuję - w tym grubym zeszycie w kratkę z szarą okładką, potocznie zwanym pamiętnikiem. Problem w tym, że - jak już wspomniałam - nie mogę. Może to zabrzmi idiotycznie, ale od tego czy to zrobię, czy nie, ważą się losy świata.
Nie, nie jestem chora psychicznie, choć z pewnej perspektywy faktycznie może to tak wyglądać. I nie, nie jestem żadną istotą magiczną, jak Stróż, anioł ciemności, wampir czy inne. Jestem zwyczajnym człowiekiem z krwi i kości.
Z jednym, małym wyjątkiem.
Umiem przemieszczać się w czasie.
Witajcie na moim kolejnym blogu. Powyżej macie taki krótki wstęp, mam nadzieję, że się spodoba. :) Jeśli będzie jakiś odzew z Waszej strony, jutro dodam 1. rozdział. :) Pozdrawiam cieplutko i miłego dnia, Stokrotki. ;* xx
hejka ^^ wstęp bardzo mi się podoba, zapowiada się ciekawa historia. Na pewno tu jeszcze wrócę bo nie spotkałam się z takim opowiadaniem i z takim pomysłem xx
OdpowiedzUsuńbuziaki i życzę weny xx
~misia8848 <3
http://myliveisnotyourlive.blogspot.com/