niedziela, 30 czerwca 2013

1.

Moja rodzina od zawsze była dość nietypowa, żeby nie powiedzieć “dziwna”. Nie tylko moi rodzice, ale i dziadkowie, ich rodzice, rodzice ich rodziców, i tak dalej - wszyscy byliśmy inni.

W każdym pokoleniu wybierana jest jedna osoba w wieku 16 lat (zazwyczaj był to chłopak), która przechodzi przez szkolenie. Celem owego szkolenia jest rozbudzenie drzemiącej w tej osobie mocy (posiada ją każdy, ale nie wszyscy potrafią ją podźwignąć - przynajmniej teoretycznie) i osiągnięcie jej pełni. Kiedy nauczyciele stwierdzą, że uczeń opanował wszystkie umiejętności i że jest w stu procentach gotowy do wstąpienia do klanu, przygotowują specjalną uroczystość. Podczas jej trwania nastolatek oficjalnie staje się członkiem w/w klanu. Od tego czasu może legalnie przemieszczać się w czasie pod warunkiem, że nie zdradzi nikomu swojej tajemnicy. Ale nie to jest najważniejsze. Nie cofamy się w przeszłość ani nie wybiegamy w przyszłość ot tak, dla zabawy.

Mamy swoją misję.

Jest nią ratowanie życia. Nie mówię tu o ocalaniu śmiertelnie chorych lub starszych ludzi, których dni są policzone. Ratujemy ludzi, którzy ocierają się o śmierć zupełnie przypadkowo (no... nie zawsze), a których czas jeszcze nie nastał. Mówię tu na przykład o samobójcach. Nieostrożnych pieszych, wpadających pod samochód. Ludzi uprawiających różne sporty ekstremalne. Różnie bywa. Kiedyś (podobno) było łatwiej, ludzie nie ginęli w tak zastraszającym tempie. Nie było wtedy wypadków komunikacyjnych, narkotyków, grożących śmiercią wyczynów. Kiedyś ludzi traktowali swoje życie jak cenny skarb, a dzisiaj... szkoda słów.

Tak czy owak nasza misja jest bardzo ważna, wręcz niezbędna, ale i niebezpieczna. Bowiem sami jesteśmy śmiertelnikami i ratując czyjeś życie, często - niemal zawsze - narażamy własne.
Jak już mówiłam (pisałam) - nie mamy żadnych “supermocy”. Oprócz samego przemieszczania się w czasie, rzecz jasna, i wspomnianej wcześniej mocy, którą moja rodzina ma w sobie od zarania dziejów. Podczas szkolenia zdobywamy różne umiejętności, ale w żadnym wypadku nie są one nadnaturalne. Uczymy się tego samego, czego uczą się inni nastolatkowie w szkole średniej (albo raczej: czego uczy ich szkoła). Języki obce (dużo, duuużo języków), historia świata i sztuki, wiedza o kulturze, a także nauki ścisłe, jak geometria, algebra (nie znoszę), fizyka i astronomia, geografia i chemia. Oprócz tego mamy także zajęcia sportowe (pływanie, jeździectwo, sporty lekkoatletyczne, taniec i inne), podstawy techniki, gastronomii, krawiectwo i wiele więcej. Szkolenie trwa niecały rok, podczas gdy szkoła średnia trzy do czterech, więc musimy ostro zakuwać, aby ze wszystkim się wyrobić, ale można się przyzwyczaić.

A skąd ja tyle wiem na ten temat??

Tak, zgadliście. Jestem w trakcie szkolenia, mimo że nie jestem chłopakiem. Ostatnio taka sytuacja zdarzyła się około pięćset lat temu, za czasów króla Filipa I Pięknego (nie mnie oceniać, czy zasłużył sobie na taki przydomek) i Joanny Szalonej (nie jej wina, że cierpiała na chorobę psychiczną*), więc robię niezłą furorę.

I tu zaczyna się moja historia.





*- informacje oparte na faktach (wypadałoby raczej powiedzieć: domysłach, bo jest wiele sprzecznych teorii). Swoją drogą zapraszam się do zapoznania się z historią Joanny, chociażby na Wikipedii albo
tu, może Was naprawdę zaciekawić. Jest także książka i film...;)

Chciałabym jeszcze podziękować bloggerce misia8848 za komentarz i obserwowanie. Mam nadzieję, że się nie zawiodłaś na tym rozdziale. ;)
Pozdrawiam Was cieplutko. xx ;*

sobota, 29 czerwca 2013

0.

“Cześć! Witam na moim pierwszym blogu!
Może na początek się przedstawię: Jestem Vanessa, mam 16 lat i pochodzę z małego, włoskiego miasteczka, leżącego niedaleko Mediolanu. Jak możecie wywnioskować na podstawie mojego imienia - nie jestem stuprocentową włoszką, mam bowiem angielskie korzenie.”

Eh, kogo ja próbuję oszukać.

Raczej nie lubię kłamać, ale ostatnio przychodzi mi to wyjątkowo łatwo. Przykład powyżej: a) nigdy nie miałam ani nie będę mieć bloga, ponieważ zwyczajnie nie mogę (mam zakaz); b) nie mam na imię Vanessa, tylko Alice, nad czym bardzo ubolewam; c) z wiekiem wyjątkowo się zgadza - szesnaście lat ukończyłam nieco ponad dwa tygodnie temu; d) wcale nie pochodzę z Włoch. Mieszkam w okrutnie upalnej Hiszpanii (wierzcie mi, na dłuższą metę to wiecznie świecące Słońce staje się koszmarem, wiec nie ma czego zazdrościć), z Anglią też nie mam żadnego powiązania. Jeśli już chodzi o moje korzenie, to szwagier kuzyna mojego taty (czyli daleki wujek) był Amerykaninem, nic więcej. Więc skąd moje angielskie imię? Moja rodzina uwielbia wyróżniać się z tłumu, co naprawdę znakomicie jej wychodzi. Mam nadzieję, że takie wyjaśnienie Wam wystarczy, bo szczerze, to sama nie wiem, czemu nazywam się tak, jak się nazywam.

I to chyba już wszystko, jeśli chodzi o wyjaśnienia, które należały Wam się po tym przepełnionym kłamstwami wstępie...


Napisałam “Wam”? To zabawne. Chyba naprawdę mam w sobie skrytą potrzebę założenia bloga, żeby nie musieć dusić tych wszystkich przemyśleń w sobie lub ewentualnie - jak poleciła mi moja mama, co w tym właśnie momencie realizuję - w tym grubym zeszycie w kratkę z szarą okładką, potocznie zwanym pamiętnikiem. Problem w tym, że - jak już wspomniałam - nie mogę. Może to zabrzmi idiotycznie, ale od tego czy to zrobię, czy nie, ważą się losy świata.


Nie, nie jestem chora psychicznie, choć z pewnej perspektywy faktycznie może to tak wyglądać. I nie, nie jestem żadną istotą magiczną, jak Stróż, anioł ciemności, wampir czy inne. Jestem zwyczajnym człowiekiem z krwi i kości.


Z jednym, małym wyjątkiem.


Umiem przemieszczać się w czasie.




Witajcie na moim kolejnym blogu. Powyżej macie taki krótki wstęp, mam nadzieję, że się spodoba. :) Jeśli będzie jakiś odzew z Waszej strony, jutro dodam 1. rozdział. :) Pozdrawiam cieplutko i miłego dnia, Stokrotki. ;* xx

Witam

Co tu dużo mówić?
Witam i zapraszam do czytania! ; )